Dzisiaj była niedziela ?
Uwaga mieszkańcy! Uchumghumgrykhumy fruhumygrugh….! Fruhumygrugkh.! Przecieram oczy , chociaż może powinnam przetrzeć uszy. Przerywam poranną sesję głośnego czytania i wyskakuję z łóżka. Odsuwam firankę. Fruhumygrugkh.! Środkiem jezdni sunie żółty samochód z megafonem na dachu. Otwieram okno. Jakie to szczęście, że dobre kilka lat spędziłam na dworcach kolejowych, dojeżdżając do odległego o 150 km miejsca pracy. W lot rozgryzam niepowtarzalne dźwięki wydawane przez panie z informacji PKP. A że żóty samochód nadawał w podobnym narzeczu, więc po otwarciu okna bez trudu zrozumiałam, iż, uwaga mieszkańcy!, należy niezwłocznie zaopatrzyć sie w wodę, bo zaraz odetną jej dopływ. Była godzina 7:45:11 czasu środkowoeuropejskiego. O 7:45:15 odkręciłam kran. O 7:45:30 z kranu wypłynęły ostatnie krople brunatnej cieczy.
Z resztki wody mineralnej zrobiłam dziecku herbatę, a sobie bardzo, bardzo małą kawę. W tym co znalazłam na dnie czajnika ugotowałam dwa jajka na miękko (jedyna akceptowana przez małego P. forma śniadania).
Z resztki wody mineralnej zrobiłam dziecku herbatę, a sobie bardzo, bardzo małą kawę. W tym co znalazłam na dnie czajnika ugotowałam dwa jajka na miękko (jedyna akceptowana przez małego P. forma śniadania).
Godzina 9:40 – zgodnie ze wskazówkami żółtego samochodu, pojechałam zaopatrzyć się w wodę (15 l w trzech pięciolitrowych butlach + 25 min. w kolejce do kasy, jak to w niedzielne przedpołudnie).
Okazało się, że babcia Jedyna, kiedy chce potrafi działać z niezwykłm przyspieszeniem – sobie tylko znanym sposobem udało jej się napełnić całe wiadro i jeden naprawdę wielki gar, i to kiedy woda była jeszcze dość przezroczysta. Zaradność babci w pierwszej chwili ucieszyła. Niestety, samą babcię wręcz ogłuszył podziw nad własną zaradnością. Normalni ludzie w opisanej sytuacji zamawiają pizzę, którą jedzą prosto z pudła i cieszą się, że nie trzeba używać sztućców. Babcia zaś sprawnie upitrasiła dwa obiady (bo jeden dla P., a jeden dla nas), a następnie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku udała sie na poobiednią drzemkę uznając, że 12457 brudnych naczyń umyjemy… czym? chyba piaskiem (piasku też nie mamy…)
Bilans do godz.15:00 – w kuchni sterta brudnych garów, dziecko ma brokuły we włosach. Odnotowano ubytek 1/2 posiadanych zapasów wody, które kurczą sie jeszcze bardziej, gdy próbuję usunąć brokuły z buzi i włosów P., no i po trochu najbliższego otoczenia.
Godzina 20.00.
Nadal nie ma wody w kranach. P. własciwie nie lubi się myć, ani kąpać – nie protestuje, kiedy tak po prostu ubieram go w piżamę.
Nadal nie ma wody w kranach. P. własciwie nie lubi się myć, ani kąpać – nie protestuje, kiedy tak po prostu ubieram go w piżamę.
Godzina 23:15.
P. zasnął prze minutą. Gdzie ja czytałam, że pominięcie choćby jednego elementu w rytuale usypiania u dzieci do lat trzech uniemożliwia im zaśnięcie?
Jestem ledwie żywa. Próbowałam wszystkiego: nucenia, kołysania, ponad godzinę nosiłam w kocyku.
Marzę już tylko o kąpieli.
Kit, właściwie mogłabym się nie kąpać. Jutro mam wolne, czyli w robocie nikt nie zauważy. A domownicy są w takiej samej sytuacji. Ale nie, nie, nie mogę. Jutro mam rozmowę kwalifikacyjną (lepsza praca, wyższa płaca, nowa garderoba….) i już słyszę ten głos, w dyskusji po zakończeniu rozmów rekrutacyjnych:
- A co państwo sądzą o kandydatce nr 5, tej z brudnymi uszami ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz