P. znalazł sobie nowe hobby. Godzinami wertuje atlas samochodowy Polski. Wyszukuje śmieszne nazwy. Najnowszymi hitami są, z całym szacunkiem dla tambylców, Cyców i Niedźwiedź.
Ale to niejako przy okazji.
P interesują go przede wszystkim duże obszary leśne. Na efekty nie trzeba długo czekać.
- Mamo, przeprowadzam się - stwierdza P.
- A gdzie teraz będziesz mieszkał synku?
- W puszczy.
Nawet nie silę się na zdziwienie - P. tryska pomysłami co do swojej teraźniejszości i przyszłości.
- A w której puszczy synku? - pytam tylko dla podtrzymania rozmowy. - W Puszczy Białej, Białowieskiej?
- W Niepołomickiej! - wypalił P.
Nie spodziewałam się konkretów.
P., synku, przecież nie wiesz, gdzie jest Kraków, prawda?
niedziela, 17 października 2010
wtorek, 20 kwietnia 2010
stworek na dobry humorek
Pośród innych dóbr wielkanocny zajączek podrzucił P. jajo z zawartością.
Według instrukcji jajko należało umieścić w wodzie, co niezwłocznie uczyniliśmy, a potem czekać na rozwój wypadków.
Rozwój następował niezwykle powoli.
W drugiej dobie oczekiwania P. zaczął narzekać, że sytuacja rozwija się nadzbyt wolno. Jak żywiołowo wywodził P, historia wykluwania się z jajka okazała się monotonna, pozbawiona napięć i zwrotów akcji - a tego właśnie, jako obdarowany, oczekiwał.
W trzeciej dobie coś drgnęło, pękła skorupka i ukazała się łapka. P. ponownie zainteresował się hodowlą.
Według instrukcji jajko należało umieścić w wodzie, co niezwłocznie uczyniliśmy, a potem czekać na rozwój wypadków.
Rozwój następował niezwykle powoli.
W drugiej dobie oczekiwania P. zaczął narzekać, że sytuacja rozwija się nadzbyt wolno. Jak żywiołowo wywodził P, historia wykluwania się z jajka okazała się monotonna, pozbawiona napięć i zwrotów akcji - a tego właśnie, jako obdarowany, oczekiwał.
W trzeciej dobie coś drgnęło, pękła skorupka i ukazała się łapka. P. ponownie zainteresował się hodowlą.
Po kolejnych dwóch dniach okazało się, że wykluł nam się mały krokodyl o ciekawym ubarwieniu /na marginesie dodam, że wg instrukcji było to jajo dinozaura/. Ponieważ krokodylek okazał się odmieńcem, który nie chce zzielenieć, o wypuszczeniu na wolność oczywiście nie może być mowy. Na wyraźne życzenie P. mieszka obcnie na podłodze w kuchni i pewnie już tam zostanie, dopóki przy kolejnym potknięciu ktoś nie wybije sobie przez gada zębów. A wtedy rozwój wypadków nabierze zawrotnego tempa, do tego dojdzie stosowne nagłośnienie, że o kolejnych zwrotach akcji na bieżąco dowiadywać się będzie nie tylko P., ale również nasi sąsiedzi, a nawet przypadkowi przechodnie w promieniu kilkuset metrów od epicentrum.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



