Byłam, odbyłam. Byłam na rozmowie kwalifikującej.
Na razie do następnego etapu przesłuchań.
Gaduła ze mnie i tyle.
A przecież już po pierwszym takim spotkaniu, a było to dawno, dawno temu, bo zaraz po studiach, dotarło do mnie, że na przeciwko zawsze siedzi człowiek, a więc istota lubiąca sobie pogadać, pomonologować i najlepsze, co mogę dla siebie zrobić, to nie mówić zbyt wiele, aby nie marnować cennego czasu, w którym może wypowiedzieć się mój interlokutor. Z pożytkiem dla nas obojga.
No nie. Teraz piszę i znów słowotok.
No nie. Teraz piszę i znów słowotok.
Sugerowana praca domowa na krótkie zimowe wieczory (krótkie – bo P. ma zwyczaj zasypiać ok. 23, co wydatnie skraca czas poprzedzający moje zejście w niebyt). A więc, sugerowane ćwiczenie to: odpowiedz wiarygodnie i wyczerpująco za pomocą dwóch zdań pojedynczych na poniższe pytania:
- dlaczego chce pani zmienić pracę ?
- dlaczego aplikuje pani na to stanowisko? czy nie oznacza to dla pani degradacji?
- proszę opisać swoje obowiązki zawodowe i wskazać, te których wykonywanie przynosi pani najwięcej satysfakcji
- szef idealny – jaki powinien być?
Tak, czy owak - zadzwonią, jak każe obyczaj. I poinformują. Nie robię sobie wielkich nadziei. Szczerze mówiąc nie robię sobie żadnych. Czyli trwam bez-nadziejnie. I tak od poniedziałku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz