niedziela, 27 stycznia 2008

padnij! powstań!

Komunikat z frontu domowego.
 
Odnieśliśmy kilka sukcesów. Wprawdzie po kilku drobnych potyczkach z babcią Jedyną, musieliśmy wycofać sie na z góry upatrzone pozycje, ale były to wyłącznie odwroty strategiczne, mające na celu przegrupowanie sił. Jedyna eskalacja nastąpiła za sprawą  P., który wziął sobie do serca maksymę chcesz pokoju, szykuj się do wojny i postanowił się okopać się na swoim odcinku – pech chciał, że zaczął od doniczki z paprotką. A potem było zwyczajnie: odpowiedzą babci J. był wybuch słyszany w promieniu kilku pięter; ja zajęłam sie usuwaniem zniszczeń wojennych. 
Poza opisanymi wypadkami, to już tylko pasmo sukcesów. Po pierwsze, P., który w grudniu zaczął nieśmiało używać dopełniacza, obecnie odmienia przez wszystkie przypadki. Do tego dochodzą coraz częstsze zdania pojedyncze. P. specjalizuje się w krótkich komendach typu: „Mama, chodź do pokoju!”, „Mama, połóż się!”, które wykrzykuje swoim tubalnym, jak na niespełna dwulatka, głosem. Okopy, łopatka-saperka,  zamiłowanie do rozkazów wydawanych dojrzałym dowódczym głosem. Powinnam wróżyć mu karierę w wojsku, No i to: padnij! powstań! 1750 razy dziennie. Jego i moje. Bo on się bawi, a ja zbieram zabawki. Ale nic . Za 20 lat pewnie będę pomagała załatwić odroczenie w WKU. Jak niedawno (?) większość matek moich kolegów.
Ale. Ale, wracając do tematu to: P. z niewielką pomocą deklamuje kilka wierszyków. Próbuje śpiewać znane z bajek piosenki. Ulubione zabawki to układanki. Liczy do dziesięciu, używa ze zrozumieniem liczebników porządkowych do pięciu.  Dzisiaj zaszalał i poszedł w zaimki dzierżawcze.
P. ma rok i siedem miesięcy.
Jak tak dalej pójdzie, za rok założy bloga, na którym obsmaruje matkę. 
I tu zakończymy hymn pochwalny. Nocnik nadal leży odłogiem w łazience. P. lubi sobie na nim przysiąść, żeby podopingować mnie okrzykami kiedy sprzątam łazienkę.
************************************************************************************************************************************
Raport z linii frontu zawodowego.
Jak już zaznaczono, w poprzednim newsie, zaproszono mnie do drugiego etapu castingu przeprowadzanego przez firmę XXX. Miła pani poinformowała mnie o tym, zaznaczając, że z powodu choroby szefa nie jest w stanie wskazać konkretnej daty spotkania, ale zadzwoni z informacją niezwłocznie po wyznaczeniu terminu. Ok. Wiewiórki mi doniosły, że mówi prawdę. Szef faktycznie zaniemógł. A potem wyzdrowiał, a telefon nadal milczał. Od  moich wiewiórek wiem, że już raczej nie zadzwoni. Tak więc tą drogą chciałabym zwrócić się do szefowej rekruterów w firmie XXX: PO CO GŁUPIA LAFIRYNDO DZWONIŁAŚ Z NIEPOTWIERDZONĄ INFORMACJĄ?!  [robiąc mi niepotrzebne nadzieje] A JEŚLI NAWET ZMIENIONIO WCZEŚNIEJSZĄ DECYZJĘ, TO TEŻ WARTO  SIĘ ODEZWAĆ I COŚ WYBĄKAĆ NA TEN TEMAT.
Tak, tak. Rynek pracy jest pełen niespodzianek. W XXX szukają specjalisty od huhuhu!, a przydałaby się przede wszystkim nowa kierowniczka HR. Jeśli ktoś z Państwa reprezentuje tę profesję, to służę adresem firmy.
Były nadzieje, zostały plany.  P. niezmiennie zasypia w okolicach 23:00. Potem odrabiam to, co mogłabym zrobić w pracy, gdybym mogła zostać dłużej, niż do 17:30. A potem piszę listy motywacyjne. Bo, niestety nie  jestem księgowym i w moim przypadku nie ma racji bytu tzw. list uniwersalny. Tworzę, przerabiam i dostosowuję. A potem prysznic, manicure i wreszcie całe 4 i pół godziny snu.
Na szczęście, nie codziennie. Ale prawie.
Coś za coś. Następne spotkanie z innym potencjalnym pracodawcą mam w przyszłym tygodniu.
I to tyle do raportu. Powstań!  Padnij!  Sprzątnij puzzle  z podłogi !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz