wtorek, 20 kwietnia 2010

stworek na dobry humorek

Pośród innych dóbr wielkanocny zajączek podrzucił P. jajo z zawartością.
Według instrukcji jajko należało umieścić w wodzie, co niezwłocznie uczyniliśmy, a potem czekać na rozwój wypadków.
Rozwój następował niezwykle powoli.

W drugiej dobie oczekiwania P. zaczął narzekać, że sytuacja rozwija się nadzbyt wolno. Jak żywiołowo wywodził P, historia wykluwania się z jajka okazała się monotonna, pozbawiona napięć i zwrotów akcji - a tego właśnie, jako obdarowany, oczekiwał.

W trzeciej dobie coś drgnęło, pękła skorupka i ukazała się łapka. P. ponownie zainteresował się hodowlą.
Po kolejnych dwóch dniach okazało się, że wykluł nam się mały krokodyl o ciekawym ubarwieniu /na marginesie dodam, że wg instrukcji było to jajo dinozaura/. Ponieważ krokodylek okazał się odmieńcem, który nie chce zzielenieć, o wypuszczeniu na wolność oczywiście nie może być mowy. Na wyraźne życzenie P. mieszka obcnie na podłodze w kuchni i pewnie już tam zostanie, dopóki przy kolejnym potknięciu ktoś nie wybije sobie przez gada zębów. A wtedy rozwój wypadków nabierze zawrotnego tempa, do tego dojdzie stosowne nagłośnienie, że o kolejnych zwrotach akcji na bieżąco dowiadywać się będzie nie tylko P., ale również nasi sąsiedzi, a nawet przypadkowi przechodnie w promieniu kilkuset metrów od epicentrum.