wtorek, 30 października 2012

Nie czytałam bloga Chustki regularnie. Nie mogłam. Zbyt wiele ewentualnych podobieństw.
P. jest młodszy od Jasia tylko o rok. Gdyby mnie zabrakło znalazłby się w takiej samej sytuacji. Z jednej strony ojciec, który nie podołałby codziennej egzystencji z nieletnim synem. Z drugiej, moi coraz starsi rodzice. Są jeszcze drudzy dziadkowie, ale z wielu względów nie mogliby się zająć P. Ojciec P. zabrałby go do siebie dla zasady, a jak by się to skończyło dla mojego synka wolę teraz nie myśleć.
Problem związany z singlowym rodzicielstwem. Od urodzenia P. czasem nawiedza mnie myśl co by było gdyby… Choć przecież różnie się w życiu układa. Nawet we wzorowych układach 2+n, gdy zabraknie jednego, drugi z rodziców może nie podołać. Zawsze jednak jest jakaś ciągłość, chociaż własny kąt, znajome otoczenie. I ta druga, bliska osoba nie tylko z nazwy, ale bliska w codzienności, wspólnocie przeżyć i w żałobie. Ale o tym wszystkim pisała już Chustka i to o wiele lepiej ode mnie.

Nie czytałam bloga Chustki regularnie, ale zaglądałam czasem do Niej i porażała mnie Jej dzielność. Nie sądzę, abym potrafiła wykazać się podobną siłą charakteru.

W pokoju obok P. skacze podśpiewując piosenkę z kreskówki: Niech każdy dzień wciąż zachwyca Cię….

Każdy dzień.

wtorek, 16 października 2012

nieśmiertelny, szaro-żółty październik


W taki sposób dzień zaczyna się tylko w horrorach, dla podtrzymania nastroju po nocy pełniej wrażeń. Słońce białe i zimne jak księżyc w pełni. A przy gruncie mglisto, jak na Baker Street w czasach świetności.
Szaro-żółty świat.



Jeśli rankiem czas pozwala sfotografować najbardziej ponury w tym stuleciu wschód słońca, to znaczy, że siedzimy w domu i mozolnie dochodzimy do zdrowia.


sobota, 6 października 2012

po balu, tzn. po kinderbalu

Wieczorem ulewa aż miło, Prawdziwego deszczu nie było ponad miesiąc.
Do tego wichura, że łeb chce urwać.
Jak przypomniała Pierwsza, kiedy wieje wiatr, przylatuje Mary Poppins…
Mogła by nas obrać sobie za cel. Jestem gotowa uwić jej lądowisko na dachu… Już widzę siebie, jak w strugach deszczu, w ciemnościach, z kapturem spadającym na oczy maluję wodoodporną farbą wielkie H.
Mary przybywaj! Czekam na Ciebie!
Nie, żeby w ostatnim czasie było gorzej, niż zwykle. Właśnie jest zwykle. Zwyczajnie – czyli dobrze, prawda?
Ale zwyczajność też potrafi.. No, właśnie.
Tfuuu!!!
Przez lewe ramię.
Żeby nie powiedzieć w złą godzinę!

* * *
Dziś zaliczyliśmy kinderbal. P. został zaproszony na urodziny byłego kolegi przedszkolnego. Byłego, bo we wrześniu kolega poszedł do pierwszej klasy, a z P widują się już tylko w szkole muzycznej.
Nie poznaję syna. W zeszłym roku takie imprezy P. przyjmował bez cienia entuzjazmu. Ot, obowiązek, który trzeba wypełnić. Jak codzienne wizyty w przedszkolu. Nie chciałby iść, ale skoro trzeba… Za to dziś - od rana w euforii. Szykował się cały dzień. Już na miejscu P. bawił się przeważnie sam, ale też on i jeszcze jedna dziewczynka byli jedynymi przedszkolakami w towarzystwie. Pozostali goście to koledzy z nowej szkoły. Panie animatorki zrobiły dzieciom kilka konkursów, P. z własnej woli wziął w jednym udział i przyszedł pochwalić się, że zdobył skarb. Nadal jestem pod wrażeniem.

* * *
W kąciku dla rodziców mama koleżanki przedszkolnej opowiadała o codziennej gonitwie. Niby zwyczajny tydzień, a bieg z przeszkodami. Każda minuta wypełniona, nic się nie zmarnowało. – Ale dziś, jak wrócimy do domu i córka pójdzie spać, chyba wreszcie usiądę, nawet coś obejrzę, może nawet piwo wypiję. Męża nie ma w domu, mam wolny wieczór… - rozmarzyła się.

Godzinę później, jako grzeczni goście pomogliśmy posprzątać i zanieść prezenty do samochodu. Matka jubilata jeszcze oszołomiona, ale już wyraźnie odprężona, że się udało, odbyło, że ma już za sobą. Podziękowaliśmy za zaproszenie. – Najbardziej się cieszę, ze teraz odpocznę. Przezornie, podczas zakupów na imprezę, kupiłam sobie nawet piwo. Pomyślałam, że tego mi będzie trzeba wieczorem. Wreszcie usiądę, wypiję to  piwo i poczuję, że życie wraca – zwierzyła się ładując torby do bagażnika.

W domu, kiedy podekscytowany P. zasnął, wyjęłam puszkę redd’sa. Ja też kupiłam przezornie jeszcze w piątek, myśląc o tym, że kiedy wrócimy z kinderbalu, zjemy kolację, pozmywam, wykąpię i uśpię P., kiedy wreszcie usiądę…