W ramach popołudniowych zajęć rekreacyjnych udało mi się rozłożyć na części elementarne ciężarówkę należącą do P. A następnie skręcić nie uroniwszy ani jednej śrubki. Pojazd nie utracił swoich właściwości. Operację wykonałam przy użyciu zabawkowego śrubokrętu, tudzież wiertarki napędzanej baterią R14. Świadkiem i zleceniodawcą zadania był P., który obecnie napędzany jest tajemniczą energią kosmiczną /albo teorie o pochodzeniu kalorii z jedzenia, dobowym bilansie energetycznym i temu podobne należy wysłać w kosmos/.
No więc rozkręciłam i skręciłam. A dziś rano pochwaliłam się sukcesem koleżance, którą dla potrzeb tego bloga nazwijmy uroczą Teściową.
Teściowa pokręciła głową. – Moja droga, oczywiście, że nie zdałaś. Ojciec rozkręciłby i skręcił. Po wszystkim zostałyby mu cztery śrubki, które nie wiadomo, gdzie wetknąć, ale i tak wszystko by działało.Ot, co.