Cudowny zbieg pomyślnych okoliczności.
Wypadałoby opukać w niemalowane i oby tak dalej!
Mam wrażenie, że takiej pięknej zimowej pogody jak dziś, nie widziałam juz ładnych kilka lat. W ubiegłych latach jak mróz - to posucha, jak śnieg - to z deszczem, jak śnieg i mróz - to zawieja z zamiecią. No dobrze, może mnie pamięć zawodzi. Może były piękne zimy, tylko ja siedziałam z nosem w papierach.
Tak, czy inaczej, tak piękną niedzielę trzeba było wykorzystać i przypomnieć dziecku do czego służą sanki. Ze swej strony, dziecko postanowiło przypomnieć matce, że najlepszą zimową rozrywką jest tarzanie w śniegu oraz, że na wyprawę do parku należy zabrać kilka par rękawiczek.
P. pozwoli się wozić na sankach stępa, tylko kilkanaście razy żądając przejścia do galopu (na szczęście alejki były starannie odśnieżone). Szczęśliwie dotarliśmy do górki, gdzie podczas wielokrotnych zjazdów zademonstrował fachowe hamowanie na lewą nóżkę. Śmiganie na sankach oprócz wielu zalet ma jedną poważną wadę: sanki same jadą tylko w dół. P. dzielnie próbował wciągać sanki pod górę, ale na stromym finiszu potrzebował juz pomocy. Ostatecznie stanęło na sprawiedliwym podziale ról: P. przemieszczał sanki w kierunku góra - dół, matka zaś przejęła ich obsługę na trasie dół - góra. Szczęściem, po zaledwie 165478 podejściach i zjazdach P. wypatrzył polanę dziewiczego śniegu, który zapragnął wykorzystać niezwłocznie do własnych twórczych celów.
Na miejscu okazało się, że sypki śnieg nie nadaje się do lepienia bałwana. Nie zrażony P. zasiedlił polanę stadem orzełków, a następnie zmusił matkę do uzupełnienia stada orłem w rozmiarze XXL. Po zakończeniu prac plastycznych P. uznał, że drużyna powinna wymienić części garderoby, a konkretnie rękawiczki, bo jego nie wiedzieć czemu są mokre i szczypią w łapki. – A twoje są suche – stwierdził oskarżycielsko już po wymianie.
Stosownie zaopatrzony P. ruszył w chaszcze tropić zimową zwierzynę. I dalej było jak w Kubusiu Puchatku - czym więcej śladów szukał, tym więcej znajdował. Wreszcie, kiedy czerwony nos zaczął już niepokojąco odcinać się od coraz bledszych policzków, udało się zmylić czujność P. i wyprowadzić go z lasu w stronę domu.
Niestety, w przypadku P. nie sprawdza się znana teoria, że mróz zaostrza apetyt.
Ale za to jak się smacznie śpi! Jest 21:10 -:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz