środa, 14 grudnia 2011

Mikołajki

-    Przepraszam, czy pańskie dziecko jest misiem? – pytam stojącego obok mężczyznę o posturze dorodnego barribala.
-    Nie, skąd! – żywo odpowiada zaindagowany.
-    Moje dziecko JEST MISIEM. Proszę pozwolić mi teraz zrobić zdjęcie.

Mężczyzna opuszcza niedźwiedzie ramiona w których dzierży fotoaparat dotychczas nieprzerwanie błyskający fleszem. W ten sposób zwalnia nieco kadru i mogę uchwycić pląsającego P.  Pod warunkiem, że stoję na palcach, a prawy łokieć opieram na ramieniu stojącej obok starszej pani.
Stoimy ściśnięci w tłumie rodziców, dziadków i starszego rodzeństwa. Przedszkolna sala gimnastyczna w połowie służy za scenę i kulisy. W drugiej połowie wypełniona jest szczęśliwcami, którzy przyszli dość wcześniej by załapać się na kawałek podłogi. Teraz, jak drzewa, umieramy stojąc, dusząc się w atmosferze setek oddechów. Mniej szczęśliwi goście okupują korytarz i klatkę schodową. Nic nie zobaczą, mało co usłyszą. Nikt nie odpuszcza - każdy chce powiedzieć dziecku, jak świetnie wypadło w swojej roli.

Po kwadransie miśki kończą występ, a scenę zajmują lalki. Ledwie opuszczam aparat, a przed moimi oczami pojawia się inny wyświetlacz. - Pani mi powie, czy obejmuję dzieci - słyszę za sobą cienki głosik. – Chciałam wnuczkowi zrobić zdjęcie.


Niedźwiedzie pląsy.



Później, jak obyczaj każe: uścisk, prezent i tradycyjna fotka z mikołajem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz