- Przepraszam, czy pańskie dziecko jest misiem? – pytam stojącego obok mężczyznę o posturze dorodnego barribala.
- Nie, skąd! – żywo odpowiada zaindagowany.
- Moje dziecko JEST MISIEM. Proszę pozwolić mi teraz zrobić zdjęcie.
Mężczyzna opuszcza niedźwiedzie ramiona w których dzierży fotoaparat dotychczas nieprzerwanie błyskający fleszem. W ten sposób zwalnia nieco kadru i mogę uchwycić pląsającego P. Pod warunkiem, że stoję na palcach, a prawy łokieć opieram na ramieniu stojącej obok starszej pani.
Stoimy ściśnięci w tłumie rodziców, dziadków i starszego rodzeństwa. Przedszkolna sala gimnastyczna w połowie służy za scenę i kulisy. W drugiej połowie wypełniona jest szczęśliwcami, którzy przyszli dość wcześniej by załapać się na kawałek podłogi. Teraz, jak drzewa, umieramy stojąc, dusząc się w atmosferze setek oddechów. Mniej szczęśliwi goście okupują korytarz i klatkę schodową. Nic nie zobaczą, mało co usłyszą. Nikt nie odpuszcza - każdy chce powiedzieć dziecku, jak świetnie wypadło w swojej roli.
Niedźwiedzie pląsy.
Później, jak obyczaj każe: uścisk, prezent i tradycyjna fotka z mikołajem.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz