czwartek, 22 grudnia 2011

ku przestrodze

Mając w pamięci zeszłoroczne ubieranie choinki, zakończone przed północą, w tym roku zabraliśmy się z P. za strojenie drzewka wczesnym popołudniem.
Pomna, że rok temu zajęło nam to równe sześć godzin, wieszałam ozdoby jak leci, byle szybciej. Pierwszy raz w życiu nie analizowałam kolorystycznie, nie przewieszałam i nie odchodziłam od choinki co pięć minut, aby krytycznie ocenić efekty swojej pracy. Uwinęliśmy się w dwie godziny, mimo, że P. więcej tańczył wokół choinki, niż dekorował.

Efekt: choinka wygląda jak zawsze.

Morał wyciągnę, kiedy wreszcie odpocznę i się wyśpię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz