Dawno temu, kiedy P. był kilkumiesięcznym oseskiem, przemknęło mi przez myśl, czy P. zastanawia się, skąd pochodzą używane przez niego dobra?
Czy wie, skąd bierze się pożywienie i ubranie?
Może, według P., taki jest właśnie porządek tego świata, że butelki z mlekiem przybywają z kuchni, ubranka wyjmuje się z szafy, a pieluszki z szuflady pod łożkiem?
Czy też, może chociaż przeczuwa, że ubranka mama musi uprać i wyprasować, obiadek ugotować, a pieluchy kupuje się w Tesco za jedyne 39,99 /jeśli akurat jest promocja/. Minęły dwa lata i wydawałoby się, że w tzw. międzyczasie P. miał okazję dowiedzieć się tego i owego, a nawet oswoić z nowo nabytą wiedzą.
Wydawałoby się. Ale pewności nie było.
Toteż, gdy wczoraj wieczorem P. wmaszerował do łazienki celem odbycia kąpieli, podniósł głowę i spojrzał na galerię świeżo wypranych śliniaków raczej nie podziewałam się gwałtownego wybuch wdzieczności za poniesiony trud.
Nie mniej, uprzejme „O, mamusia uprała!” byłoby jak najbardziej na miejscu.
Ale nie.
P. objął spojrzeniem dyndające pod sufitem całe 18 sztuk swojej garderoby i skonstatował:
- Ach, więc to tu rosną śliniaczki !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz