czwartek, 13 marca 2008

lasy strefy umiarkowanej cz.II

Zgodna rodzina, którą nie jesteśmy spędza weekendy na wspólnych spacerach.
Nie jesteśmy, ale czasem się staramy. Ojciec P. zawiózł nas w niedzielę do lasu.  P. oszołomiony wrażeniami i nadmiarem nie-miejskiego powietrza po godzinie wędrówki przeszedł w stan agresywnego zmęczenia. Straszne jest życie prawie-że dwulatka.
 - Na nóóóóżżkiiii…!!! – zawodził P. szlochając. Ale małe nóżki odmawiały posłuszeństwa. Kolanka same się uginały. Postawiony na twardym gruncie P. natychmiast się przewracał. Ale przecież chcieć, to móc – więc z rąk się wyrywał, w wózku też nie sposób było go umieścić.
I tak maszerowaliśmy przez las płosząc zwierzynę.

Ale zanim nastąpiła eksplozja P. dowiedział się, że skóra drzewa nazywa się kora. Teraz z lubością przypomina sobie to słowo kilka razy dziennie.

Żyłka dendrologa wymusiła dłuższy postój już przy pierwszym napotkanym drzewie.

Las poniekąd wyszedł nam na przeciw  – przy ścieszce do lasu rósł mech. P.postanowił przesadzić go o kilka metrów.

Zawracanie mchu do lasu to ciężka praca.

Po wykonaniu wyżej zobrazowanego zadania, P. włączył syrenę i już nie robiliśmy zdjęć.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz