niedziela, 5 kwietnia 2009

bladym świtem...

- Mam trzydzieści siedem lat i mieszkam w Warszawie...
Te słowa usłyszałam dziś rano, gdzieś na granicy snu.  Pod względem skuteczności budzenia wpowiedź tę można porównać do wystrzału armatniego.  
Znam w Warszawie kilku trzydziestoparolatków. Może któryś z nich ma nawet lat trzydzieści siedem. Jednak z  żadnym z nich nie przewiduję wchodzenia w bliższe relacje, które uprawniałyby do przebywania w niedzielny poranek (na tydzień przed świętami!) w mojej sypialni.
Zresztą, z krótkiej wypowiedzi wynikało jednoznacznie, że jej autor odczuwał potrzebę przedstawienia choćby najbardziej ogólnej charakterystyki swojej osoby. No cóż, od czegoś trzeba zacząć... Zacząć?! Ale co zacząć?!
Jest niedziela. Rano. Gdzie jest P.?!?!
Nieznajomy, który bladym świtem, uznał że powinien poinformować o swoim wieku i miejscu zamieszkania dotknął mojego ramienia i tym razem wykrzyczał:
 - Mam trzydzieści siedem lat i mieszkam w Wahrrrszawie!
Otworzyłam oczy. P. siedział na mojej poduszce szczerząc garmitur dwudziestu zębów.
 - Junda djuga! - zawołał. - Zaczynamy... dhrrugą rrrhundę! - uśmiechnął się filuternie i dodał - Jaka to melodia?

Synu, masz pierwszy w życiu szlaban na oglądanie telewizji!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz